Over 40 years
at the cutting edge
of poetry publishing
[Twitter] [rss feed] [Facebook]

Maciej Woźniak, from Six Polish Poets

Londyn, listopad 1936

(Pablo Casals nagrywa suity wiolonczelowe Bacha)

To zdjęcie w chmurze dymu dziwnie uspokaja.
Pozwala wierzyć, że wiedział, co nadchodzi.
Chciał zamknąć dzieło. Czując, że już wkrÓtce
bunkry Maginota nie okażą się lepszą osłoną
od ulotnych jak pył z dmuchawca preludiÓw
Debussy'ego, kanał La Manche nie obroni lepiej
niż aria Purcella, a polscy ułani, szarżując
przeciwko czołgom, rozpłyną się w powietrzu
łatwiej i bezboleśniej niż mazurki Chopina.

To zdjęcie w chmurze dymu dziwnie uspokaja.
Choć smutne, znużone oczy mÓwią: na nic,
wszystko na nic. Potem już nawet zwycięstwo,
spalenie Drezna, zbombardowanie Berlina,
jedynie potwierdzi, wzmocni ostateczny
triumf śmierci. CÓż zatem może pozostać
jako opłatek życia, wyrwane w ostatniej chwili
jeszcze bijące serce Niemiec? Tylko Bach.
Szorstki język prawdomÓwnej wiolonczeli.

To zdjęcie w chmurze dymu dziwnie uspokaja.
Pozwala wierzyć, że wiedział, co nadchodzi.
Od dawna słyszał kroki. To szły obydwie
śmierci. Jedna po ludzi, miasta i ogrody.
I ta druga, cichsza — po wiarę, filozofię,
sztukę. Być może tylko na wszelki wypadek,
kończąc papierosa, czując rozpięte w ciele
zamiast tętnic wiolonczelowe struny, czytając
rzędy nut jak linie na dłoni, siadał i grał.

London, November 1936

(Pablo Casals records Bach's Cello Suites)

This photo in the smoke cloud strangely reassures.
Allows us to believe he realized what was coming.
He wished to complete his work. Suspecting that soon
the Maginot bunkers wouldn't prove a better shelter
than Debussy's preludes, ephemeral dandelion clocks;
that the English Channel would not protect better
than Purcell's aria, and the Polish cavalry charging
against tanks would dissolve in the air
more easily and painlessly than Chopin's mazurkas.

This photo in the smoke cloud strangely reassures.
Though the sad, tired eyes affirm: in vain,
all in vain. Afterwards even the victory,
the burning of Dresden, the bombing of Berlin
would only confirm and reinforce the ultimate
triumph of death. What, then, might persist
as a holy wafer of life, the still beating heart
of Germany torn out at the last moment? Only Bach.
The rough tongue of the truth-telling cello.

This photo in the smoke cloud strangely reassures.
Allows us to believe he realized what was coming.
He kept hearing steps. There came both
deaths. One — for people, gardens and towns.
The other, quieter — for faith, philosophy,
art. And possibly to forestall every chance,
finishing his cigarette, feeling taut cello strings
in place of arteries, reading — like lines on the back
of his hands — the rows of notes, he sat down and played.